Z Rudzicy na Jasną Górę

W dniach 7-11.08.br. wraz z księdzem Wojciech – wikariuszem naszej parafii pielgrzymowaliśmy wspólnie z Rudzicy, przez Czechowice na Jasną Górę. Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy Mszą Świętą w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Czechowicach na Lesisku. Eucharystii przewodniczył i pobłogosławił pielgrzymom dziekan czechowicki ks. Andrzej Raszka.

Pielgrzymi trud rozpoczęliśmy z samego rana we wtorek, tj. 7.08. Dzień po tym, jak z Bielska Białej Hałcnowa wyruszyła diecezjalna pielgrzymka. Przewodnikiem pielgrzymki był ks. Kamil Kaczor. Oprócz niego wędrował z nami jeszcze 3 kapłanów: ks. Marcin Moskal, ks. Dawid Majdak i ks. Wojciech Grzegorzek – pełnili oni duchową opiekę nad pielgrzymami, których była rekordowa liczba: 250 pątników, z czego 21 było z naszej parafii.

Hasło pielgrzymki nawiązywało do roku duszpasterskiego, który przeżywamy w tym roku: Jesteśmy napełnieni Duchem Świętym. Ksiądz Kamil przybliżał nam osobę Ducha Świętego. Podzielił się swoim świadectwem odkrycia Ducha Świętego we własnym powołaniu. Mówił o tym, że Duch Boży posługuje się ludźmi, którzy są blisko nas.

Upały nie były dla nas problemem, bo szliśmy razem. A co jakśs czas Pan Bóg zsyłał na nas deszcz, co ochładzało nasze rozgrzane ciała. A nawet deszcz nie przeszkadzał nam w okazywaniu radości i wspieraniu naszych braci i sióstr, którzy razem z nami podążali.

Ksiądz Wojciech tak opisuje tę pielgrzymkę:

Moja pielgrzymka na Jasną Górę to była 3, a ogólnie to szósta razem z Łagiewnikami. Jednak pierwsza jako księdza. Lecz każda jest inna od drugiej, bo idzie się zupełnie z innym nastawieniem. I choć pierwszy dzień był najbardziej kryzysowy, przez bolące stopy, choć Ci co ze mną podróżowali to powiedzą, że nie było widać. Ale to dzięki łasce z góry przetrwałem ten pierwszy dzień. Jednak po dłuższej, bo prawie trzyletniej przerwie takiego dłuższego chodu nogi się odzwyczaiły.
Jednak kiedy dochodzisz do Matki to jest zawsze to samo uczucie, które nie da opisać się słowami. Ból przemienia się w ulgę. Radość przemienia się we łzy wzruszenia. Śpiew przemienia się w radosne uwielbienie.
Lecz kiedy temu wszystkiemu towarzyszą intencje, które niesiesz, to wszystko staje się lżejsze. Ale jak to było w drugim dniu pielgrzymki powiedziane: „nie ma bólu, nie ma chwały”.

Poniżej prezentujemy świadectwa trzech osób, które pielgrzymowały z naszej parafii:

Pielgrzymka do Częstochowy, moja druga w życiu. Czasami było ciężko, brakowało mi już sił, robiło się ciemno przed oczami lub po prostu miałam wrażenie że nie dam rady. Ale zawsze w tych momentach zaczynałam myśleć o tym że tam na końcu jest nasza Mama, że nie mogę się poddać, że Jezus też upadał Ale zawsze się podnosił. To dodawało sił. A oprócz tego wspaniałe towarzystwo, które zawsze rozweselało, przy którym drogą stawała się przyjemna. Moment gdy weszliśmy na plac przed sanktuarium jest nie do opisania. Łzy pojawiły się w oczach i wielka ulga i duma. Dałam radę!

***

Ja zacznę od tego, że jakieś 4 lata temu miałam dość poważne problemy z kolanami, nieraz były to takie bóle, że miałam problem przejść niewielki odcinek drogi bez bólu. Pewnego dnia byłam na Mszy z modlitwą o uzdrowienie. Prosiłem Tatę żeby mi pomógł, bo bardzo chciałabym iść na pielgrzymkę i zostałam uzdrowiona. Przeszłam już 2 razy pieszo do Częstochowy i 3 do Łagiewnik bez większego problemu z kolanami. Takim to sposobem z pomocą Bożą zaczęłam chodzić na pielgrzymki, które są dla mnie czymś wyjątkowym. Każda z nich była inna, każdej towarzyszyły inne trudności ale za każdym razem zjawiali się ludzie, na których można było liczyć. Dla mnie czas pielgrzymki jest odskocznią od codzienności, ale przede wszystkim jest to czas kiedy w 100 % chcę zaufać i oddać się Bogu, bo wiem że bez Jego pomocy nie byłabym w stanie iść, czas kiedy zapominam o wszystkim i jeszcze bardziej odczuwam obecność Boga. Myślę, że jest to czas kiedy bardziej niż gdziekolwiek indziej mogę uczyć się jak być człowiekiem, bo tu każdy jest zmęczony, nikt nie ma siły niczego udawać i wszyscy są równi niezależnie od wykształcenia, pochodzenia itd. I tak jak poprzedniczka mówiła… Moment dotarcia do celu… Tego nie da opisać się słowami.

***

‌Była to moja pierwsza pielgrzymka do Częstochowy. Wydaje mi się że zapamiętam ją na długo. Około tydzień przed pielgrzymką strasznie zaczęło boleć mnie kolano, utykałam i wręcz byłam przekonana, że Częstochowę zobaczę jedynie na zdjęciach. Wtedy przypomniał mi się cytat „Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”. Prosiłam Tatusia o uzdrowienie i obiecałam mu, że jeżeli pozwoli mi wyruszyć do Matki, to postaram się przez całą trasę powstrzymać od narzekania i marudzenia. Bóg wysłuchał moją prośbę i dał mi razem z wami przejść te wszystkie odcinki. Niektóre były bardzo trudne i ciężkie, ale zawsze, gdy już nie miałam siły, myślałam o tym że skoro Pan pozwolił mi teraz być tutaj, to powinnam mu pokazać jak bardzo mu za to dziękuję. Samo wejście na Jasną Górę zrobiło na mnie ogromne wrażenie, najlepsze uczucie jest wtedy, gdy widzisz już swój cel i cały czas idziesz i nagle czujesz taką radość, że mimo zmęczenia możesz śpiewać, tańczyć, skakać i robić mnóstwo rzeczy, na które wcześniej nawet nie miałeś ochoty. Cudowne przeżycie…

Już za rok zapraszamy do wspólnego pielgrzymowania. Termin niezmienny 7-11.08.2019 z parafii pw. NMP Królowej Polski w Czechowicach.